środa, 2 lipca 2014

Burza



Choć dziadek Konstancji nie pracował, ani nie odziedziczyli żadnego spadku, to stać ich było na mieszkanie w tym domu, zatrudnienie lokaja, pokojówek, francuskiego kucharza, ogrodnika i sprzątaczek. Dziewczyna często zastanawiała się jak to jest w ogóle możliwe, ale jej dziadek nigdy nie był skory do rozmowy i większą część czasu spędzał samotnie. Przez to Konstancja poznała dokładnie losy ludzi pracujących u nich w domu i zaprzyjaźniła się z nimi. Stali się dla niej rodziną, której tak bardzo potrzebowała. Po wejściu do domu, zrzuciła ze stóp swoje turkusowe japonki i pobiegła od razu do kuchni, do kucharki Lulu.

-Witaj Lulu.


-O, panienka już w domu. Zaraz podam obiad. Jak było w szkole?


-Spokojnie Lulu, nie jestem nawet głodna. A w szkole jak w szkole. Trwają przygotowania do letniego balu, głównymi tematami są sukienki, faceci... Sama wiesz.


-Ale ciebie to nie interesuje, prawda?


-Znasz mnie doskonale.


-I wiem, że coś się dręczy. Sen?

-Tak. Znowu śniło mi się to samo i nie wiem co to oznacza. Lily mówi, że to nic. Ale przecież jak byłam młodsza to nie śnił mi się. Dopiero jak babcia i rodzice...-głos Konstancji zaczął się załamywać,a w oczach pojawiły się łzy-dopiero od tego momentu... On po prostu musi coś oznaczać.

-Rozmawiałaś z dziadkiem?


-Lulu sama wiesz jaki on jest. Samotny, zamknięty w sobie. Już parokrotnie próbowałam z nim na ten temat porozmawiać,ale niestety nie udało mi się.


-Rozumiem.


-A gdzie on teraz jest? Nadal na strachu?

Jednakże Lulu nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ silny wiatr wdarł się przez uchylone okno. W tym samym momencie niebo zasnuło się ciemnymi chmurami i zaczął padać silny deszcz, a właściwie nie padać, tylko lać.

-O matko, co się dzieje?!-Lulu się przeraziła i przeżegnała, choć jest niewierząca-Toż to niezwykłe i przerażające zarazem!

Nagle z oddali usłyszały: ,,Konstancjo! Konstancjo!''

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz