Choć dziadek Konstancji nie pracował, ani
nie odziedziczyli żadnego spadku, to stać ich było na mieszkanie w tym domu,
zatrudnienie lokaja, pokojówek, francuskiego kucharza, ogrodnika i sprzątaczek.
Dziewczyna często zastanawiała się jak to jest w ogóle możliwe, ale jej dziadek
nigdy nie był skory do rozmowy i większą część czasu spędzał samotnie. Przez to
Konstancja poznała dokładnie losy ludzi pracujących u nich w domu i
zaprzyjaźniła się z nimi. Stali się dla niej rodziną, której tak bardzo
potrzebowała. Po wejściu do domu, zrzuciła ze stóp swoje turkusowe japonki i
pobiegła od razu do kuchni, do kucharki Lulu.
-Witaj Lulu.
-O, panienka już w domu. Zaraz podam
obiad. Jak było w szkole?
-Spokojnie Lulu, nie jestem nawet głodna.
A w szkole jak w szkole. Trwają przygotowania do letniego balu, głównymi
tematami są sukienki, faceci... Sama wiesz.
-Ale ciebie to nie interesuje, prawda?
-Znasz mnie doskonale.
-I wiem, że coś się dręczy. Sen?
-Tak. Znowu śniło mi się to samo i nie
wiem co to oznacza. Lily mówi, że to nic. Ale przecież jak byłam młodsza to nie
śnił mi się. Dopiero jak babcia i rodzice...-głos Konstancji zaczął się
załamywać,a w oczach pojawiły się łzy-dopiero od tego momentu... On po prostu
musi coś oznaczać.
-Rozmawiałaś z dziadkiem?
-Lulu sama wiesz jaki on jest. Samotny,
zamknięty w sobie. Już parokrotnie próbowałam z nim na ten temat
porozmawiać,ale niestety nie udało mi się.
-Rozumiem.
-A gdzie on teraz jest? Nadal na strachu?
Jednakże Lulu nie zdążyła odpowiedzieć,
ponieważ silny wiatr wdarł się przez uchylone okno. W tym samym momencie niebo
zasnuło się ciemnymi chmurami i zaczął padać silny deszcz, a właściwie nie
padać, tylko lać.
-O matko, co się dzieje?!-Lulu się
przeraziła i przeżegnała, choć jest niewierząca-Toż to niezwykłe i przerażające
zarazem!
Nagle z oddali usłyszały: ,,Konstancjo!
Konstancjo!''
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz