Czułam,że spadam coraz niżej, niżej i niżej. Wiedziałam,że nie można spadać w nieskończoność i gdy już wydawało mi się, że rozbiję jakaś tajemnicza siła ciągnęła mnie w górę...
-Panno Kelt!
Aż podskoczyłam na dźwięk swojego imienia.
-Tak pani Rosmund?
-Jak brzmi odpowiedź?
Ale na co? Gorączkowo zastanawiałam się o co mogła mnie spytać, błagalnym wzrokiem spojrzałam na siedzącą obok Lily. Na szczęście ona już podsunęła mi swój zeszyt z odpowiedzią.
-Przyprostokątna przy alfie podzielona przez przyprostokatną naprzeciw alfy.
-Dobrze,ale postaraj się...
Niestety dźwięk dzwonka zagłuszył resztę odpowiedzi. Matematyka była tego dnia ostatnim przedmiotem w szkole. Po tak długim i męczącym dniu marzyłam jedynie o zimnym, odświeżającym prysznicu.
Lato w Palm Springs było istną męczarnią. Słońce nie dawało o sobie zapomnieć i nawet na krótką chwilę nie chciało skryć się za chmurami.
-Znowu miałaś ten sen?-spytała Lily
-Tak.
-Spadałaś w dół?
-I jakaś magiczna siła pociągnęła mnie w górę przed samym upadkiem.
-Konst,ale to z pewnością zwykły sen. Czemu się tak nim przejmujesz? Przecież sny nic nie znaczą.
-Lily zrozum, ten sen prześladuje mnie od paru miesięcy i ja wiem, że on coś oznacza. Nie wiem jeszcze tylko co.
-Próbowałaś z kimś rozmawiać na ten temat?
-Z kim?
-No nie wiem, na przykład z dziadkiem.
-Wiesz, że od czasu śmierci babci i moich rodziców on żyje w swoim świecie. Całymi dniami przesiaduje na strychu porządkując jakieś stare fotografie i dokumenty.
-Nadal?
-Niestety tak, choć z pewnością zrobił to już z milion razy.
-Konst chciałabym ci pomóc, ale naprawdę nie wiem jak.
-Z pewnością jest tak jak mówisz Lily, to tylko zwykły sen, którym nie należy się przejmować.
Dziewczyny wsiadły do klimatyzowanego Mustanga Lily i odjechały w stronę dzielnicy Canyone Drive. Po paru minutach Lily z głośnym piskiem zaparkowała przed jedną z większych rezydencji na ulicy. Konstancja wysiadła i na pożegnanie krzyknęła do Lily.
-Dzięki , do zobaczenia jutro!
-Do zobaczenia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz