-To twój dziadek. Jest na strychu.
Konstancja niewiele myśląć pobiegła co
sił w nogach na strych. Lulu biegła tuż za nią wołając pozostałą służbę, by
szybko zebrali się w salonie, miała przeczucie,że coś się stało.
Gdy Konstancja dotarła na strych, jej
oczom ukazał się straszny widok.
W dachu była wielka dziura, przez którą
jakaś niewyjaśniona siła, ciągnęła jej dziadka do góry.
-Dziadku!-krzyknęła Konstancja-Co się
dzieje?
-Konstancjo musisz znaleźć Lilou. Tylko
ona jest ci w stanie pomóc. Pamiętaj Konstancjo! Pamiętaj!
Tylko tyle zdążył jej powiedzieć nim
całkowicie zniknął. Konstancja opadła na kolana i zaczęła płakać.
-Panienko?
-Lulu coś o zabrało. Zabrało mojego
dziadka...Co ja mam teraz zrobić?
-Czy twój dziadek zdążył ci coś
powiedzieć?
-Mówił jedynie coś o jakiejś
Lilou...Przecież ja nawet nie wiem kto to jest!
-Ja wiem...
-Jak to? Lulu, co to ma znaczyć? O co
chodzi? Nie rozumiem... Co wy przede mną ukrywaliście?
-Konstancjo czas abyś poznała prawdę,ale
nie tutaj. Chodźmy do salonu. Wszyscy tam już na nas czekają.
-Jak to wszyscy?
Gdy Lulu i Konstancja weszły do salonu
cała służba już tam na nich czekała. Nie byli przerażeni. Stwarzali wrażenie
ludzi gotowych do walki. Lulu kazała Konstancji usiąść na fotelu i zaczęła
mówić.
-Wszyscy wiedzieliśmy, że to kiedyś
nadejdzie. Pan Kelt przygotowywał nas na to. Wiedział, że w końcu przyjdą po
niego. Obiecaliśmy mu służyć do samego końca i zadbać o to, by Konstancja
wypełniła swoje przeznaczenie. Konstancjo, nie jesteś zwykłą dziewczyną i nie
pochodzisz ze zwykłej, śmiertelnej rodziny.
-Jak to?- zdziwiła się Konstancja
-Konstancjo, twoją babką była faeria
Mimith,a matką faeria Lilith.
-Nie rozumiem. Czy to oznacza,że...
-Tak,w twoich żyłach płynie krew wróżek.
-A mój tata? Dziadek?
-Twój dziadek był strażnikiem bramy.
Strzegł wejścia do świata faerii. Gdy poznał twoją babkę zakochał się w niej,a
ona w nim. Jednakże ona pochodziła z królewskiego rodu i jej rodzina nie
zgadzała się aby wyszła za niego za mąż. Ona nie ustąpiła, dla niech jej ojciec
zmienił kodeks.
-To czemu w takim razie mieszkamy tu,a
nie w świecie wróżek?-spytała podejrzliwie Konstancja
-Widzisz, twój pradziadek zmienił kodeks
dla własnej córki,ale niestety twój dziadek nie mógł uczynić tego dla swojej
córki,a twojej matki.
-Jak to?
-Twoja mama raz w życiu wyszła na
powierzchnię. W świecie wróżek jest to surowo zabronione. Może nikt by sie o
tym nie dowiedział, ale ona ukazała się mężczyźnie,który się w niej zakochał,a
ona w nim.
-Czyli mój ojciec był śmiertlenikiem?
-Tak.
-Ale czemu dziadek nie mógł zmienić dla
niej kodeksu?
-Ponieważ w tamtym czasie wybuchło
wielkie powstanie, na czele którego stała Sylith, młodsza siostra twojej babki.
Sylith poznała tajniki czarnej magii, zawarła pakt z Lucyferem, w zamian za
pomoc w zdobyciu władzy obiecała mu, że zostanie jego żoną. Jednakże nie
dotrzymała obietnicy. Po objęciu tronu rozpoczęła walką z Lucyferem,ale nie
przewidziała, że on jest od niej silniejszy i potężniejszy. Pokonał ją i tym
samym zdobył władzę.
-Ale w takim razie jak babci, dziadkowi,
mamie udało się przeżyć?
-Uciekli na powierzchnię. Sylith nie
miała aż tak wielkiej mocy, by ich tu zabić.
-To co się teraz stało z dziadkiem?
-Widzisz, Lucyfer nie ma pełnej władzy i
nie będzie jej miał, dopóki cały ród prawowitych władców nie zostanie
wymordowany.
-Jak to?!